Mar

8

2013

„Tam, gdzie wysokie wieże” – wystawa fotograficzna autorstwa Jana i Pawła Gargasa

Słowo o autorach

Jestem emerytowanym nauczycielem, fotografia to moje hobby, a mimo to, że dźwigam „ósmy krzyżyk”, zechciało mi się zrobić prezentowaną tu wystawę fotograficzna, pod ogólnym, mimo dwu różnych tematów, scalającym je tytułem: „Tam, gdzie wysokie wieże”.

Przyczyniły się do tego sprzyjające okoliczności. Pani dyrektor Miejskiej Biblioteki w Mszanie Dolnej, stworzyła tak miłą, powiedziałbym rodzinną atmosferę i to mnie zdecydowanie zachęciło, nie mówiąc już o życzliwej współpracy. Do współudziału w sporządzeniu wystawy włączył się syn Paweł
i to zdecydowało o jej ostatecznej formie i powodzeniu. Gotowych też było sporo zdjęć, zrobionych w przeciągu paru lat, już odpowiednio wyselekcjonowanych i przygotowanych do wystawienia.
Moja przygoda z fotografią. W 1953 roku – prawda, że niedawno – w drodze do domu, tuż po maturze, na stacji kolejowej w Tymbarku, moja uwagę zwróciła książka pt. „Zaczynam dobrze fotografować”, kupiłem ją z myślą o przyszłości – „a może spróbować” ? Przeleżała kilkanaście lat, nim się przydała i dobrze przysłużyła. Rozpocząłem pracę w Szkole Podstawowej w Jodłowniku, w pewnym czasie na jej wyposażenie wszedł aparat fotograficzny – nie tak, jak dziś powszechnie dostępny – oraz powiększalnik. Przypadło mi się nimi zaopiekować i zastosować w pracy z uczniami. Przydały się w realizacji modnego wówczas w nauczaniu i do dziś słusznego kierunku, zastosowania wiedzy zdobytej na lekcjach w praktyce. W tym przypadku chodziło o optykę – dział fizyki. Po mozolnym opanowaniu procesu fotografowania, wywoływania błon negatywowych i obrazów ( odbitek ) na papierach, rozpoczął się proces doskonalenia warsztatu, tak by efekty końcowe były satysfakcjonujące dobre. Odbywało się to różnymi sposobami – praktyczne próby, wdrażanie wskazówek zawartych w książkach i czasopismach, przeglądanie albumów polskich mistrzów w tej dziedzinie, porady osób doświadczonych, wzbogacanie wyposażenia, przygotowanie sprawnie działającej ciemni, troska o czystość procesów na każdym etapie, aż po gotową odbitkę.
Po osiągnięciu zadawalających wyników, fotografia zaczęła się przydawać w rodzinie, w szkole na wycieczkach i imprezach, jak i zajęciach szkolnego koła fotograficznego – wystawki szkolne, mile spędzony czas z młodzieżą zainteresowaną fotografią,.
Nadszedł czas na pierwszy konkurs organizowany przez PKKF – początek lat 60-tych ubiegłego wieku – trzeba przyznać, że dla mnie udany, brąz to już coś.
Pojawiła się fotografia kolorowa. Moje dotychczasowe prace – przez wiele lat – były czarno-białe. Proces samodzielnej obróbki inny – bardziej wymagający, postanowiłem więc zdać się na profesjonalne zakłady fotograficzne. Pierwsze nieudane odbitki z Krakowa i … udane z tego samego negatywu z zakładu p. Filipiaka w Mszanie Dolnej, co zachęciło mnie do fotografowania w kolorze.
Zachętą stają się też organizowane w Mszanie Dolnej powiatowe konkursy. Brałem w nich udział z dobrym wynikiem. Moje zdjęcia zasiliły też ilustrowane wydawnictwa Urzędu Gminy, kroniki i wydawnictwa parafialne z Kasinki Małej, szkolne wystawki w Kasince Małej.
Obecna wystawa jest prawdopodobnie ostatnią taką prezentacja moich zdjęć, ze względu na wiek, kończącą piękną i pożyteczną zabawę z fotografią o szerokim zakresie tematycznym.
Kilka słów o współuczestniku wystawy. Paweł, obecnie pracujący w zawodzie nauczyciel, kontakt z fotografią miał od najmłodszych lat. Towarzyszył mi często w mojej pracy, wędrówkach z aparatem. Sam czynne fotografowanie, tak w pełniejszym zakresie zaczął niedawno, bo z nastaniem ery cyfryzacji w fotografii. Dostępności aparatów i obróbka zdjęć za pomocą komputera, odpowiednich programów i narzędzi graficznych – to znacznie operatywniejsze, dające wiele możliwości i nieomal natychmiastowe efekty, łatwiejsze i obecnie tańsze, niż odchodząca już z powszechnego „obiegu” fotografia analogowa. Dobre wyniki dają satysfakcję i są pobudką do ciągłego doskonalenia się – automatyzacja procesów, wszystkiego nie rozwiązuje.
Zdjęcia Pawła dokumentują życie szkoły, w której pracuje, ilustrują kroniki szkolne oraz podobnie, jak moje, kronikę parafialną. Ostatnie efekty jego prac, wspólnych wyjazdów i wędrówek z obiektywem, to właśnie ta wystawa – kilka zdjęć własnych i pomoc w urządzeniu ekspozycji.

J. P. G.